Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.

Logo NInA
Powrót

Maciej Grzybowski | Dekada kultury audiowizualnej

Tekst, odczytany na żywo przez Macieja Grzybowskiego, był częścią eseju multimedialnego stworzonego wspólnie przez 20 osobowości polskiej kultury i zaprezentowanego 24 lutego 2017 podczas Finału NInA – wydarzenia komentującego ostatnią dekadę w kulturze audiowizualnej, a zarazem podsumowującego działalność NInA na kilka dni przed zaplanowanym przez MKiDN połączeniem z Filmoteką Narodową.

Dla mnie jako muzyka NInA (podówczas PWA) kojarzy się z wydarzeniem unikatowym: Festiwalem Muzyki Pawła Szymańskiego, który odbył się w 2006 roku w Studio Koncertowym im. W. Lutosławskiego w Warszawie. Późniejsza NInA była producentem tego Festiwalu. Utrwaliła go też audiowizualnie. Rejestrację wydała na płytach. Dla mnie jako miłośnika sztuki filmowej PWA/NInA to wydawca bezcennej kolekcji dokumentów czołowych polskich reżyserów. Dzięki tym publikacjom nie tylko poszerzyła się moja wiedza, ale przede wszystkim wniknąłem w świat wyobraźni jej twórców, kreatorów tego szczególnego obrazu i przekazu rzeczywistości, jakim jest dokument. To było prawdziwe objawienie. Tę – jak myślę – niedokończoną kolekcję uważam za jeden z niebagatelnych czynników, wpływających na zmiany, „które zaszły w kulturze od chwili utworzenia Instytutu”.

Dokonując w polskich zbiorach swoistej kwerendy – twórczej, bo taki wybór spośród wielu artefaktów to komponowanie pewnej szczególnej estetycznej propozycji – NInA bez wątpienia dokonała ważnych zmian w naszym postrzeganiu rzeczywistości. Sądzę też, że wnikliwie penetrując naszą przeszłość wpłynęła na naszą przyszłość. Czy sprowokowała dobre zmiany? Czy poszerzyła nam pole widzenia poza utarte schematy? Czy wydobyła z pamięci naszej kultury zdarzenia niegdyś pomijane? Tak. Tak. Po wielokroć: tak.

Problem nurtujący, gorący, aktualny: zmiana roku 2015. Jak te powszednie, często niedostrzegalne zmiany ostatnich co najmniej kilkunastu lat wygenerowały te sprzed kilkunastu miesięcy. Na ile działania nas wszystkich – bez względu na dzielące nas różnice – doprowadziły do swoistego przełomu roku 2015? I czy rzeczywiście był on takim zaskoczeniem?

Rzeczywistość to suma, a nie dekret. Natura tej rzeczywistości bezwzględnie weryfikuje niegdysiejsze nawet najbardziej szczytne i ambitne założenia, założenia, które z czasem w sposób nieunikniony osiągają status quo ante. Ku rozpaczy jednych, ku radości drugich, ku refleksji jeszcze innych. Czytajmy jednak znaki czasu. Nieraz przerażała nas perspektywa końca świata. Czy jednak nie zauważamy, że człowiek, zwłaszcza człowiek nowożytny, żyje w swoistej feerii końców świata? Przeżyliśmy ich już wiele i trudno wykluczyć, że nie przeżyjemy jeszcze – końców świata rzeczywistości, o której ex post będziemy mówić, że życie w niej wydaje nam się trudne do wyobrażenia. Czy dziś wyobrażamy sobie życie bez prądu, bez samochodu czy bez Internetu? Czytajmy zatem znaki czasu. Czy mariaż nielicencjonowanej, nieekskluzywnej, a więc w pełni egalitarnej demokracji i liberalizmu może wywoływać jedynie dalsze frenetyczne zachwyty nad perspektywami stojącymi przed ludzkością? Chciałoby się powtórzyć za Stanisławem Jerzym Lecem: „Człowiek w historii ludzkości”. No właśnie. Czy czasami człowiek nam się nie zbuntował, nie znarowił i w tej naszej narcyzującej ludzkości nie zagubił? Czy hasła Rewolucji Francuskiej nie wywindowały nas na takie szczyty, że bez butli tlenowej – na którą stać tylko nielicznych! - trudno tam oddychać? I oto demokracja płata nam figlarną grę na nosie: jej beneficjent, dumnie brzmiący człowiek lege artis oddaje głos przeciw liberalizmowi, przeciw wolności, przeciw samostanowieniu. To jego prawo człowieka. On po prostu nie jest zainteresowany egzystencją na szczytach, bo dostrzega, że mogą to być – i bywają! - szczyty rozpaczy. Może to odzywa się „trywialna” natura ze swoją intuicją wspólnoty? Ponoć sublimacją praw kultury są prawa natury. Co zdominuje naszą przyszłość: odśrodkowe prawo człowieka do wolności czy dowewnętrzne pryncypium ludzkiej społeczności organizowania się wbrew tamtemu prawu?

Ikar kultury Okcydentu nie baczy na to, że w jego „fabulę' ”pisane jest zaniknięcie poza horyzont człowieczych zdarzeń. I choć to  o  n i m  wciąż głoszą, to jednak doleciał Dedal. Ikar personifikuje ambicję nas wszystkich. Ale Dedal pozostaje bliższy ziemi. Tej ziemi. Jak pisał Bruno Jasieński: idę młody, genialny. Nasz kochany genialny Ikarze: nie zapominaj o Dedalu. Nie podważaj wszystkiego, co czyni Dedal. Choć ten Dedal nie pozostaje Ci w tym dłużny. Czy taka czarno-biała optyka aby nie jest przywilejem dziecka? A już nie przystoi dojrzałości?

Wydaje się, że dojrzałości tej miarą jest nie tylko nieunikanie, ale wręcz branie odpowiedzialności za status quo. Nasze  w s p ó l n e  status quo. Status quo i jego przyczyny. Choćby leżały one jak najdalej od naszych ambicji, zamierzeń, realizacji. Jeśli jesteśmy wspólnotą. Wspólnotą obywatelską. A miarą bycia obywatelem jest postrzeganie go nie tyle w sobie, co przede wszystkim w naszym bliźnim. Jak mawiał Lec: „Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajmy go sobie odebrać”. Nie dajmy sobie, drodzy państwo, odebrać współodpowiedzialności, bo to wielkie dobro. Największe. „Nienawidzę Twoich poglądów, ale oddałbym życie, żebyś mógł je wyrażać”. Jakże często się z tym utożsamialiśmy. Jakże często byliśmy dumni z tego, że tak właśnie uważamy. Dziś mamy wprost wyborną okazję weryfikacji tamtej deklaracji. Dziś, kiedy wielu spośród nas wiatr wieje w oczy. Albo tak nam się jedynie wydaje... Lekarzu: lecz się sam.

NInA. Odważnie i twórczo kreowała zmiany naszej kulturowej rzeczywistości. Wskazywała nam historię naszą wspólną; poruszała pamięć, często zastygłą; przetrząsała archiwa, pobudzając nasz apetyt na ciąg dalszy; opowiadała historie, przypominała te nieznane. Zbliżała nas do nas samych. Dawała przykład tego, od czego dziś jakby zbyt często stronimy. Stronimy po każdej ze stron wciąż uporczywie i upiornie budowanej barykady. Po obu jej stronach tkwimy my, Polacy, mieszkańcy tego kraju. Pytanie, kto tę barykadę buduje i w czyim interesie jest ona budowana.

Droga NIno: dziękuję Ci za to, że tej barykadzie się przeciwstawiałaś.

Maciej Grzybowski

„Ma dar przepełniania partnerów i słuchaczy energią. Zasiada przed klawiaturą z niezbitym przekonaniem, że nuty stawiane na pulpicie są zapisem muzyki istotnie ważnej" – Małgorzata Komorowska, Ruch Muzyczny.

Maciej Grzybowski (1968) to charyzmatyczny pianista i kameralista. Jako solista występował na międzynarodowych festiwalach obok takich sław jak Martha Argerich, Paul Badura-Skoda, Grigorij Sokołow, Ivo Pogorelich, Piotr Anderszewski, Arditti Quartet czy London Sinfonietta. Był czterokrotnie nominowany do Paszportów Polityki. Ma na koncie dwa albumy nominowane do Fryderyków: Paweł Szymański – Works for Piano (EMI Classics) oraz Dialog (Universal) z utworami Bacha, Schönberga, Berga, Szymańskiego i Mykietyna. Swoje dzieła dedykowali mu Paweł Mykietyn (Epifora, 1996) i Paweł Szymański (Singletrack, 2005). Od 1992 do 2005 był członkiem zespołu NONSTROM. Zadebiutował recitalami w Nowym Jorku oraz w Sali Mozarta w Bolonii w 2005 roku. W 2006 roku wziął udział w trzech koncertach podczas Festiwalu Muzyki Pawła Szymańskiego zorganizowanego przez NInA. W 2007 roku na festiwalu Sacrum Profanum wykonał podczas jednego wieczoru komplet Sonat fortepianowych Charlesa Ivesa. W 2008 roku debiutował w Wielkiej Brytanii na festiwalu Sounds New w Canterbury, a w 2009 – w Londynie, w St. John’s Smith Square. W 2013 podczas Bregenzer Festspiele w Bregencji (Austria) wraz z orkiestrą Wiener Symphoniker pod batutą Paula Daniela zagrał Koncert fortepianowy Andrzeja Czajkowskiego; wykonywał również w kraju i zagranicą Koncert fortepianowy Witolda Lutosławskiego. W latach 2012-2015 odbywał tournées po USA, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii.

Rejestracja wystąpienia Macieja Grzybowskiego

Maciej Grzybowski | Esej multimedialny | Finał NInA

Zobacz również