Zostałeś zalogowany. Za X sek. strona zostanie przeładowana.

Logo NInA
Zygmunt Bauman, fot. Marcin Oliva Soto
Powrót

Zygmunt Bauman | Dekada kultury audiowizualnej

Tekst, odczytany na żywo przez Andrzeja Chyrę, był częścią eseju multimedialnego stworzonego wspólnie przez 20 osobowości polskiej kultury i zaprezentowanego 24 lutego 2017 podczas Finału NInA – wydarzenia komentującego ostatnią dekadę w kulturze audiowizualnej, a zarazem podsumowującego działalność NInA na kilka dni przed zaplanowanym przez MKiDN połączeniem z Filmoteką Narodową.

Gdy grupa wizjonerów entuzjastów zakładała Narodowy Instytut Audiowizualny, chciała zapewne – jak to Hegel przypisywał filozofii – pochwycić swój czas w sieć pojęciową. A czas ów czas, w siodle dziejów usadowiony, mknął. I przyspieszał.

Najpierw od truchtu do kłusu w cwał przechodzącego, a zabierając się do galopu. Chcąc zaskarbić sobie sympatię wyborców, politycy (i ci już czynni i ci do czynu się gotujący) prześcigali się w wychwalaniu cnót przyspieszenia i w jego obietnicach, ale i sami padali hurmem jego ofiarą – bo jak się nieodmiennie okazywało, za swymi obietnicami podążyć nie potrafili. Upominano ich, jak niegdyś Alicję w Krainie Czarów: jeśli chcesz stać gdzie jesteś, musisz mknąć co sił w nogach; jeśli chcesz sunąć do przodu, musisz pędzić dwa razy szybciej. Mało komu się to udawało, ale NInA znalazł się wśród tych niewielu. Sieci pojęciowej dopracował się na tyle obszernej, by się w niej czas rozpędzony pomieścił, a i miejsca zostało nadto by w nim zawrzeć co nieco z tego, do czego ów pęd miał doprowadzić.

600 lat temu opublikował Tomasz Morus opis krainy ładu, szacunku dla ludzkiej godności, dobra i sprawiedliwości, i nazwał ją „Utopią” (co w tłumaczeniu ze starożytnej Greki znaczy „miejsce nieistniejące”). Prawdopodobnie jednak sam Morus, a z pewnością wielu z jego naśladowców, których posypało się jak z rogu obfitości, poprzedzało cechę nie-istnienia, domyślnie lub otwarcie, przysłówkiem „jeszcze” (rozumowanie uzasadniające tę decyzję było proste, choć niekoniecznie poprawne: jeśli przypisuje się jakiemuś miejscu takie ponętne walory, wielu ludzi zechce się w nim znaleźć, i trudzić się będzie tak długo, aż je znajdzie albo stworzy. Bez dodania przysłówka „jeszcze” omawiana tu nazwa byłaby sprzecznością wewnętrzną). Krótko mówiąc: atrakcja utopii kryła się w tym, że wprawdzie nie istniała, ale szansę miała zaistnieć. Kiedy? Rzecz jasna w przyszłości. Sześćset lat temu i aż do niedawna, przyszłość służyła ludziom składnicą nadziei. Można w nią było inwestować z zaufaniem – z pewnością bodaj, rzadkim w naszych czasach luksusem. I ludzie inwestowali.

Wiele znaków tam na górze i tu na dole społeczeństwa wskazuje, że ten stan rzeczy się odmienił. I to całkiem niedawno – już za życia NInU. Anioł Historii Paula Klee, który jeszcze w wykładni Waltera Benjamina mknął ku nieznanej jeszcze przyszłości plecami naprzód, odpychany widokiem okrucieństw i bezsensu przeszłości w jakie był zapatrzony, odwraca się dziś o 180 stopni. Przód i tył, przyszłość i przeszłość, zamieniają się miejscami. Anioła Historii unosi jak dawniej obrzydzenie i pragnienie ucieczki przed tym, co widzi – ale tym razem jest tym czymś pełna przykrych zaskoczeń i okrutnych niespodzianek przyszłość, której się boi. Jak dawniej, pchają go odpychające widoki plecami do przodu; jak David Loewenthal wywiódł w swym klasyku, a już w jego tytule ostrzegał: przeszłość, podobnie przyszłości, to kraina nieznana.

Znajdujemy się dziś w pół drogi między erą utopii a epoką retrotopii (nie szukaj tego drugiego pojęcia w słownikach; jeszcze ten nowotwór językowy do nich nie dotarł). Będąc istotami ludzkimi, marzyć o świecie innym od tego, który znamy z oglądu, pewnie nigdy nie przestaniemy – ani wyobrażać go sobie lepszym od tego, któregośmy ku swej grozie doświadczyli. Ale to teraz przyszłość, co to tyle razy nas bezwzględnie i bezlitościwie zawiodła i oszukała, pcha nas ku poszukiwaniu alternatyw. Jak to jeden z tych rozczarowanych i zagniewanych, Leonid Szebaryszyn, jędrnie wyraził we wspomnieniach własnych rozgoryczeń: demokracja zlikwidowała monopol partii rządzącej na łgarstwo.

Tak już się nasz światek toczy. Pozostaje szukać pocieszenia w wiedzy, że żadnej z utopii nie dozwolili ludzie doprowadzić do jej spełnienia. Może i los retrotopii okaże się taki sam. I może my, ludzie, sprawimy by tak się stało. Żal mi osobiście, że zabraknie NInU by nam w tym dopomógł.

 

– Zygmunt Bauman

O tekście

Niniejszy tekst powstał w grudniu 2016 w odpowiedzi na zaproszenie wystosowane przez dyrektora NInA Michała Merczyńskiego do udziału w eseju multimedialnym, komentującym ostatnią dekadę w kulturze audiowizualnej, a zarazem podsumowującym działalność NInA w obecnej postaci (na kilka dni przed zaplanowanym przez MKiDN połączeniem z Filmoteką Narodową). Redakcja zachowała oryginalną pisownię przyjętą przez autora.

Zygmunt Bauman

Zygmunt Bauman (1925–2017). Filozof i socjolog. Był jednym z najważniejszych powojennych teoretyków kultury, twórcą koncepcji postmodernizmu, autorem kilkudziesięciu książek, w tym – fundamentalnych dla współczesnej humanistyki – Nowoczesność i zagłada, Ponowoczesność jako źródło cierpień. W 2011 roku na zaproszenie NInA napisał Kulturę w płynnej nowoczesności, będącą osią jego obecności na Europejskim Kongresie Kultury we Wrocławiu. Wykładał na University of Leeds. W 1968 roku musiał opuścić Polskę w wyniku wydarzeń marcowych.

Rejestracja odczytania Andrzeja Chyry

Zdjęcie na stronie głównej: Andrzej Chyra, fot. Jacek Domiński/Reporter

Zobacz również